i intelektualistami, był bardzo bogaty. Przemysław Pabudziński został wychowany w duchu patriotyzmu (jego ojciec był Legionistą, który jako młody mężczyzna służył przy Józefie Piłsudskim). PABU był pracowitym człowiekiem, który wiedział czego chce. Chciał być artystą malarzem.
Malował zawsze bo taka była rodzinna tradycja. Na Jego twórczość, aszczególnie na jej początkową fazę wpływ miała atmosfera domu rodzinnego oraz twórczość stryja Izasława Pabudzińskiego, prezentujacego malarstwo realistyczne. Wpływ na twórczość Przemysława miały również estetyzujące prace kuzyna jego ojca – Edwarda Okunia znanego malarza secesyjnego. Przemysław Pabudziński swoje pierwsze obrazy malował farbami po nieżyjącym już wtedy Edwardzie Okuniu. Jako mały chłopiec zdążył poznać żonę Okunia, ciocię Zosię Okuniową jak o niej mówił.
Przemysław Pabudziński na początku swojej twórczości malował realizm, utrzymany
w ciemnej gamie kolorystycznej. Były to pejzaże, portrety, martwe natury i góry, które już wtedy zwiastowały przekształcenie się jego sztuki w abstrakcję.
Z upływem czasu PABU zaczął powoli odchodzić od realizmu i krok po kroku zmieniać swój warsztat twórczy. W 1985 roku całkowiecie poświęcił się twórczości abstrakcyjnej, poprzedzonej krótkim okresem przejściowym, który sam określał mianem „odkształcania realizmu”. Dążył ku sztuce konstruktywnej w swych założeniach, klasycznej w formie. Jego twórczość można podzielić na kilka okresów. Gdzie każdy z nich charakteryzował się coraz to „świeższymi” i zdającymi się świecić swoim wewnętrznym blaskiem pracami. Na krótko przed śmiercią Jego sztuka zatoczyła krąg i powróciła do początków – do natury ale jakże innej w formie i kolorze, skrótowej, niespotykanej jak na lata
w których tworzył. Jego emanujące spokojem, pełne tajemnic i intrygujace obrazy pozostają na długo w pamięci. Ze względu na swoją awangardowość Jego sztuka żyje w świecie nowoczesnej architektury, znajduje się w kolekcjach wielu banków, dużych firm i instytucji publicznych a także cieszy oczy prywatnych kolekcjonerów w Polsce i na Świecie. Jego prace pokazywane były na wielu wystawach w Polsce i za granicą.
PABU chciał by jego malarstwo było radością. Był człowiekiem niezwykle ciepłym, pracowitym, pełnym pasji, marzeń i twórczych pomysłów. Jego wrażliwość nie dawała mu spokoju. Był artystą, który cały czas działał a w swojej twórczości wyprzedzał czas, jakby chciał zdążyć przed nieuniknionym kresem. Kochał góry tam odpoczywał i malował zaklinając Ducha Tatr w ściany skalne pełne grozy. Zawsze powtarzał, że góry to wielkie wyzwanie. Góry nauczyły go odpowiedzialnści za wszystko co robił i czego się podjął. Na nim można było polegać. Nigdy nie zawiódł. Był szanowany za swoje poglądy. Za prawość charakteru i za życiową postawę. Każdy kto się z nim zetknął pozostawał pod jego urokiem. Choć byli i tacy którzy mu zazdrościli, jakby to co osiągnął było mu dane a nie okupione ciężką pracą.
Zawsze starał się przekazać Wszystkim, że „Sztukę się widzi i czuje, by mogła nieść emocje. Sztuki nie da się wytłumaczyć i o niej opowiedzieć, bo Sztuka płynie z serca i duszy i do serca i duszy musi trafić. Jeśli odbiorca nie czuje nic oglądając dzieło, artysta minął się z celem”. PABU powtarzał „Nie chcę nikogo rozbijać negatywnie, uczuciowo mamić, posługując się wzniosłymi ideami, a potem osłabionych zniewalać. Chcę budować a nie niszczyć”. Jego mottem były słowa „Niech sztuka niesie radość a nie udrękę”.
3 września 1996 roku tragiczny wypadek przerwał życie tego wrażliwego i do końca zmieniającego się Twórcy. Jak sam powiedział w jednym z ostatnich wywiadów jego może już nie być ale jego obrazy zostaną. Choc tu go już nie ma, żyje w naszych sercach i został zapamiętany jako kochający pełny życia i energii mąż, ojciec i przyjaciel wielu.
Żona Elżbieta Viroux-Pabudzińska i córka Klaudyna Pabudzińska-Kossek
